poniedziałek, 10 lipca 2017

Bo prawdziwych przyjaciół...

Chyba każdy się ze mną zgodzi, ze otacza nas wiele frazesów. Dziwnych przysłów, powiedzonek, często wkluczających się nawzajem. Niektóre bierzemy na serio, z innych cichutko się podśmiechujemy, a o istnieniu wielu, zapewne nawet nie mamy pojęcia. 
 
Osobiście należę do grona tych bardziej wątpiących. Jednak tradycyjnie, raz do roku, nachodzi mnie melancholijny okres rozmyślań, kiedy to analizuje swoje życie wzdłuż i wszerz, w poprzek i wzwyż. Robię sobie cichy rachunek sumienia i snuje plany na kolejne 12 miesięcy. Obiecując sobie, ze wraz ze wzrastającym licznikiem przeżytych wiosen, tym razem dojrzeje też, chociaż odrobinkę, moja mentalność. Pff... naiwna ja :)

Muszę przyznać, że ostatni rok był ciężki. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale podejrzewam, że mam za sobą jeden z najtrudniejszych okresów w swoim życiu. I rozmyślając ostatnio nad tym jak bardzo w wyniku tych wszystkich wydarzeń zmieniłam się ja i moje postrzeganie świata, zauważyłam, że zmieniło się jeszcze jedno...

Otaczający mnie ludzie.

Wielu z nich odeszło. Kilku pojawiło się zupełnie niespodziewanie w moim życiu. Kilku odsunęło, a kilku z nich, stało się osobami tak bardzo dla mnie ważnymi... mimo, że wcześniej byli tylko jedną z wielu mijanych codziennie twarzy. 

Bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A moje zwątpienie w tej kwestii pozostało już tylko wspomnieniem. Może i dostałam po dupie, może i musiałam wywrócić swój system wartości do góry nogami, ale przynajmniej otaczają mnie wspaniałe osoby, na które mogę liczyć w każdej sytuacji. 

Bo przecież po każdej burzy przychodzi słońce :)