poniedziałek, 10 lipca 2017

Bo prawdziwych przyjaciół...

Chyba każdy się ze mną zgodzi, ze otacza nas wiele frazesów. Dziwnych przysłów, powiedzonek, często wkluczających się nawzajem. Niektóre bierzemy na serio, z innych cichutko się podśmiechujemy, a o istnieniu wielu, zapewne nawet nie mamy pojęcia. 
 
Osobiście należę do grona tych bardziej wątpiących. Jednak tradycyjnie, raz do roku, nachodzi mnie melancholijny okres rozmyślań, kiedy to analizuje swoje życie wzdłuż i wszerz, w poprzek i wzwyż. Robię sobie cichy rachunek sumienia i snuje plany na kolejne 12 miesięcy. Obiecując sobie, ze wraz ze wzrastającym licznikiem przeżytych wiosen, tym razem dojrzeje też, chociaż odrobinkę, moja mentalność. Pff... naiwna ja :)

Muszę przyznać, że ostatni rok był ciężki. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale podejrzewam, że mam za sobą jeden z najtrudniejszych okresów w swoim życiu. I rozmyślając ostatnio nad tym jak bardzo w wyniku tych wszystkich wydarzeń zmieniłam się ja i moje postrzeganie świata, zauważyłam, że zmieniło się jeszcze jedno...

Otaczający mnie ludzie.

Wielu z nich odeszło. Kilku pojawiło się zupełnie niespodziewanie w moim życiu. Kilku odsunęło, a kilku z nich, stało się osobami tak bardzo dla mnie ważnymi... mimo, że wcześniej byli tylko jedną z wielu mijanych codziennie twarzy. 

Bo prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. A moje zwątpienie w tej kwestii pozostało już tylko wspomnieniem. Może i dostałam po dupie, może i musiałam wywrócić swój system wartości do góry nogami, ale przynajmniej otaczają mnie wspaniałe osoby, na które mogę liczyć w każdej sytuacji. 

Bo przecież po każdej burzy przychodzi słońce :)

czwartek, 15 czerwca 2017

Alpaczka bloguje, czyli o co w tym wszystkim chodzi?

Odnoszę wrażenie, że zostaliśmy wychowani w mentalności, która każe nam wszystko robić najlepiej. Boimy się porażki, braku uznania czy fali krytyki, mogącej iść za tym co postanowiliśmy zrobić. Jeżeli mam być szczera- mam dokładne tak samo.

Nie zliczę ile razy podejmowałam próby blogowania, jednak za każdym razem kończyły się one porzuceniem bloga po upływie krótszego lub dłuższego czasu. Za każdym razem obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej, że tym razem na milion procent w tym wytrwam i będę miała cudownego bloga, który będzie najwspanialszym i najcudowniejszym odzwierciedleniem mojej osoby. A jedyne, co "było inaczej", to czas jaki upłynął do jego samoistnej śmierci w wyniku porzucenia. 

Jednak od pewnego czasu, w tyle mojej głowy znowu pojawił się cichutki głosik, nakłaniający mnie do powrotu. Znowu zaczęłam myśleć i analizować. Spędzałam godziny głowiąc się co zrobić, żeby tym razem naprawdę było inaczej.

I pewnego dnia, bezwiednie krążąc pomiędzy filmikami na youtube, trafiłam na film Krzysztofa Gonciarza, który idealnie podsumowuje temat.



Więc oto jestem.
Ja i mój krok pierwszy.
Jeden z pierwszych, jakie mam zamiar postawić w najbliższym czasie :)